Inność drażni jednakowość.

Ludzie się różnią. Ostatnio mieliśmy dyskusję odnośnie inności. A w sumie to tych rozmów nazbierało się parę. Od rasizmu po bycie socjopatą. Może nie jest to żadna nowość, ale człowiek tak sobie żyje w bezpiecznej świadomości, że człowiek to człowiek. A przecież wszyscy jesteśmy tak cholernie różni, tak barwni, tak ciekawi.

Idziemy sobie ulicą do pracy, a tu nagle uderza mnie myśl, że ten przeuroczy Pan, który mnie właśnie minął może nic nie czuć. Miłości, radości i smutku. I tak na samą myśl robi mi się smutno, że on nie może być taki jak ja. Nie cieszy się z każdej dorwanej rzeczy na promocji, z miliona wygranego w totolotka (hipotetycznie domyślam się, że mogłabym oszaleć z radości w tej sytuacji). Jemu jest to obojętne. Tak jak to, że właśnie mnie minął. Mnie – szczęśliwą odkryciem, że każdy jest inny. Kompletnie go to nie obchodzi. Nic, a nic.

Potem idzie sobie nazwijmy to po imieniu „Pani o nogach tak długich i tak chudych, że hoho” i człowieka przelatuje myśl „hoho, zaraz się złamie!”. W ostatecznym rozrachunku widzę, że ta Pani jest turbo szczęśliwa. Może w końcu pokazać swoje nogi, bo temperatura na dworze w końcu jest dodatnia! +2 stopnie Celsjusza.

Zawsze ciekawiło mnie jakie ludzie mają pierwsze wrażenie kiedy spotkają mnie na swojej drodze. Moje pierwsze wrażanie o Britney było proste: Blondynka, w różowej bluzie i damskich skejtach. Tak, to będzie mój ziomek. Whitney nie polubiłam tylko dlatego, że kogoś mi przypominała. Potem wyciągnęła wódkę i jakoś skradła moje serducho. A Brian. Ehh… tak dbającego o swoją prywatność człowieka to dawno nie widziałam. Wiecznie miał drugie życie, a ja z niecierpliwością czekałam aż mnie tam wpuści. I wpuścił. Powiem tyle, że było warto czekać.

Uwielbiam chodzić po mieście i patrzeć na ludzi. Na to jak się śpieszą, na to jak bardzo niektórzy starają się być piękni, a inni mają to wszystko gdzieś. Jak staramy się dopasować do trendów. Sama to robię. Tylko w gruncie rzeczy nie rozumiem po co. Nie chce być jak laska z sieciówki. Jesteśmy pięknie różni. I dopóki ta nasza inność nie krzywdzi innych, to z całego serducha to popieram.

4

http://asset-e.soupcdn.com/asset/12295/9802_e52c_612.jpeg

Pufa bezpieczeństwa.

Każdy powinien w życiu znaleźć swoją pufę. Ja swoją znalazłam. Za całe osiemdziesiąt polskich złotówek. Taka pufa to miejsce, które odciągnie od komputera, od tych wszystkich Internetów. Pozwoli się przytulić, wtulić, a tych troszkę mniejszych nawet otuli.

Ja swoją pufę znalazłam i cieszę się każdą godziną spędzoną w niej. Z książką, z winem, z przyjaciółmi. Jest idealna na każdą porę dnia,  na leniwy poranek, wczesne południe, towarzyski wieczór i nieprzespaną noc. Taka sterta styropianu, która nie pyta, pozwala zapomnieć  i rzucić się na nią z radości nie łamiąc przy tym kości. Poważnie, znajdujcie swoją pufę, swoje miejsce na świecie, gdzie czas stoi w miejscu, gdzie czujesz się bezpiecznie i przede wszystkim dobrze. Może to być parapet, może być łóżko, ale niepotrzebnie nie mieszałabym pufy z miejscem zwykłego, pospolitego spania. Mogą być to schody na strych, miejsce dobrze oświetlone, ale tak nie za bardzo. Miejsce, gdzie jest Ci zawsze po drodze. Moja pufa leży na środku pokoju. Idealne miejsce.

Ludzie zapominają o takich miejscach w swoim życiu. Miejscu, które dopasuje się do Ciebie, nie Ty do niego. Miejscem do którego najlepiej pasujesz w dresie. Nie tym z trzema paskami, oj nie, nie. Tym starym, wyciągniętym, przeznaczonym tylko dla Ciebie, dla Twojej wygody. Zadbaj o siebie, bo jak nie Ty, to nikt tego za Ciebie nie zrobi.

4

http://asset-b.soupcdn.com/asset/12898/5793_b1f8_960.jpeg

Od zera do ćwiartki

Czasem jest tak, że aż się nie chce. I taka myśl kroczy po głowie, że może jak się wygadam, jak pogadam o pierdołach to będzie lepiej. Nie będzie. Sprawdziłam. Są takie chwile, że człowiek potrzebuje swojego kąta, swojej przestrzeni, swojego przygaszonego światła i swojej muzyki. Muzyki, przy której można się walnąć na środku pokoju i zamknąć oczy. Pomyśleć o tym i o tamtym, a o tym najgorszym najlepiej nie myśleć wcale. Na chwilę wstać, potańczyć, uwolnić endorfiny, by na krótko było dobrze.

Czasem tak jest i mimo że zza drzwi dobiegają śmiechy, to człowiek nie chce się tym śmiechem zarazić. Jest taka myśl, że trzech wspaniałych przyjaciół jest  w stanie Cię pocieszyć, a i tak wybierasz siebie. Siebie i swój mózg, który z rozmyślań o żywocie może przejść do rozmyślań o plamie na suficie. Czasem warto wybrać siebie i pobyć samemu ze sobą. Ważne jest, by nie zarażać tym innych, bo wtedy jest się już turbo egoistą, a tych z natury się nie lubi.

Taki dzień miałam wczoraj. Dziś, kiedy patrzę na te twarze, od razu czuję się bezpiecznie i spokojnie. Jestem wśród swoich. Ludzi, którzy rozumieją dziwactwa i braki humoru. Uwierzcie mi, jest cholernie miło mieszkać z kimś, kto mieszka z Tobą, bo Cię lubi i toleruje. Spójrzcie na nasze twarze, ćwiartka po ćwiartce, a potem zobaczcie jaką tworzymy super całość. Całość na dobre i złe; w zdrowiu i chorobie; na kacu i przy rozmowie kwalifikacyjnej; na nie mam się w co ubrać i na życie jest super. My nie szukaliśmy połówki, bo mieliśmy swoje ćwiartki.

źródło: http://asset-a.soupcdn.com/asset/14767/0100_a00a.jpeg

Komunikacja, kartki – społeczny sukces

Z mieszkaniem w parę osób jest jak mieszkanie z rodziną, tyle że bez rodziców. Robisz co chcesz, gdzie chcesz i sam za siebie płacisz. Prawie się wszystko zgadza, a w sumie zgadza się tylko ostatnia kwestia. Mieszkając w parę osób, w celu zapobiegania konfliktom, najlepszym rozwiązaniem jest określenie pewnych zasad. A tych, których się nie określi na początku, bo powstają w trakcie wspólnego życia przekazuje się na bieżąco.

My mamy na to swój super sprawdzony sposób. System karteczkowy. Nie zamykasz okna na noc? Kartka. Nie zagasiłeś światła w łazience? Kartka. Nie zgasiłeś drugiego światła, które też znajduje się w łazience? Druga kartka. Kartka z treścią jakże uprzejmą i dosadną sprawdza się praktycznie w każdej kwestii. Sposób komunikacji w naszym środowisku został doprowadzony do perfekcji. Oto dba Brian. Potrzebujesz tarkę do sera, miskę na pranie? Wpisz to na listę potrzeb. Jeśli zostanie ona zatwierdzona przez członków komisji zostanie zakupiona za wspólny budżet. Tak oto kompletujemy pomalutku swój pełen uczuć i sprzętów domek.

Innowacyjne jest również zagospodarowanie przestrzeni. Zmywarka z której tak się cieszyliście nie domywa? Zróbmy z niej ociekacz na naczynia. Takim oto sposobem czujemy się, jakbyśmy tej zmywarki używali naprawdę. Plus 50 do luksusu, w którym przyszło nam żyć.

koszulka

Biuro rzeczy znalezionych
(„Niech ogrzeje mnie jakieś ciepłe ciałko. Czyje? Bo wyprałem, a jednak nie moje”)

Problem utopiony w czekoladzie

Z problemami to już tak jest, że są i sobie będą zanim się same nie rozwiążą. Tyle, że największą zagadką takiego problemu jest to by się nim nazbyt nie przejmować. Po co się przejmować czymś co rozwiąże się samo, bądź zniknie pod upływem czasu?

Teraz, drogi czytelniku pomyśl o problemie, który kiedyś był dla Ciebie hiper mega straszny i który Cię najnormalniej w świecie przerażał. Z biegiem czasu stanie się on coraz mniej ważny, aż potem zniknie. Przy odrobinie szczęścia będzie Cię śmieszył, tak jak niektóre śmieszą teraz mnie. W takim wypadku pomyśl, czy warto się martwić? Czy nie lepiej poświęcić się szydełkowaniu? Wbijaniu gwoździ? Piciu kawy w towarzystwie przyjaciół? Z takim problem spotykałam się nie raz i nauczyłam się, że problemy przemijają tak samo często jak promocje.

Jest szał. Szał na czekoladowe Mikołaje, choinki, bombki i prezenty. Jako sprzedawcy żyjemy w tym całym szale zakupów. Moment wyjścia na przerwę by coś zjeść na galerii nie ma żadnego sensu. Na nic zniżki pracownicze, burczenie w brzuchu i promocyjne dwa w cenie jednego, skoro kolejka przed ulubionym miejscem jest tak długa, że samo doczłapanie się do kasy zajmie całą przerwę. Taka galeria handlowa wie co robi. Wszędzie choinki jak z „Salonu choinek przyozdobionych”, świecące się lampki choinkowe i świąteczne piosenki w tle. Tylko się prosi by wydać miliony polskich złotówek na coś czego nie potrzebujemy. A najlepiej było by, żeby po zakupie pobiec z dzieckiem na rękach do Świętego Mikołaja, który całkiem przypadkiem wpadł dziś do galerii by porobić sobie fotografie z dziećmi, a prezenty przecież dowiezie do buta.

Do mnie przywiózł, do reszty współlokatorów też. Udało nam się być grzecznymi. Myślę, że dostaliśmy je głównie temu, że mimo życia poza domem rodzinnym nadal podtrzymujemy tradycję – tradycję przynoszącą tyle radości, słodkości i miłości. Dziś był dobry dzień. Dzień zaczęty od pożarcia głowy Świętego Mikołaja zawsze musi być dobry.

MIKOŁAJ

Jak ugryźć paszteciki?

Od małego wychowywałam się na blokowisku. Blok w blok. Mieszkanie w mieszkanie. Sąsiadom mówiło się dzień dobry bo tak wypada, tak wychował mnie Tato i tak robię. Nie wiem kim są, co robią jak mają na imię. Na domofonie tylko było napisane Kowalski. Jak Kowalski to Kowalski, po co drążyć temat. Teraz jest tylko numer. Sąsiad spod trójki, ósemki . I teraz znowu wróciłam do bloku.

Dostaliśmy wskazówkę, że jak zaprzyjaźnimy się z Paniami spod jedynki i dwójki to dostaniemy paszteciki na święta. Boże Narodzenie tuż tuż, a te paszteciki siedzą mi w głowie i wyjść nie mogą. Mijam tych obcych ludzi i mówię im „dzień dobry” jak wychowanie mi każe. Tylko jak z tego dzień dobry przejść do pasztecików, jak pożyczyć szklankę cukru czy mąki? W dzisiejszych czasach już nie ma tej polskiej uprzejmości, ludzie zamykają się w swoich domach, komputerach i telefonach. Sama łapię się na tym, że jadąc do pracy siedzę w telefonie, a przecież tak kiedyś poznawało się ludzi. Ciekawych ludzi dzielących się swoją historią. Jak mam zagadać do kogoś w autobusie skoro nie znam ludzi z którymi żyję w jednym domu? Żyję nadal, bez wizji świątecznych pasztecików… niestety.

Znowu tą pustkę wypełnia moja niezawodna ekipa mieszkaniowa. Britney, tam skąd pochodzi, ma fabrykę produkującą kurze jajka. Jajka ma zawsze i jeśli potrzebujesz na teraz, już, jajka to zajrzyj na półkę Britney. Jajka są tam zawsze. Whitney ostatnio uratowała nas przed jesienną zmorą i dzięki niej wszyscy możemy pić herbatki z cytryną i super miodem, na który nas najzwyczajniej w świecie nie stać. No i Braian. A bardziej Braian i jego parówki i ser. Tak radzi sobie facet, gdy żyje na swoim. To taki ratunek w sytuacji ataku głodu. A ja dzięki nim z głodu nie padnę, mam jajka, miód i parówki. Cud, miód, malina normalnie.

P2160962

Take a smile

Wiecie przecież jak to jest, gdy się budzicie. Za oknem nie świeci słońce, nie ćwierkają ptaki, nie szumi morze. Za to jest wichura, ulewa i grypa czekająca na brak odporności. Wtedy, gdy się budzę mam dwie opcję: albo wiem, że nic z tego nie będzie i idę dalej spać, albo wstaję i czekam na coś, co na pewno tego dnia mnie zniszczy.

Wybieram opcję drugą, bo lubię wyzwania. Podążam leniwym krokiem do źródła kofeiny i wtedy: Bam! Stoi Whitney i się uśmiecha z kubkiem kawy w ręku, uśmiechem z reklamy płatków śniadaniowych i mówi: „Dzień dobry Słoneczko!” . Łączę fakty. Wstałam, wyglądam, jak mniemam, prześlicznie, taka rozczochrana w wyciągniętym swetrze. A tu stoi przede mną taka Whitney niczym gwiazda Hollywood, ogarnięta, uśmiechnięta z garścią dobrego humoru, którym chce się niewątpliwie podzielić. Jak chce, to biorę. Jak dają za darmo to czemu nie skorzystać.

Po wymianie porannych uprzejmości dochodzi Brian. W kuchni robi się tłoczno, ale nadal przytulnie. Wymiana szybkich plotek w pigułce, przekazanie kolejnej garści dobrego humoru Brianowi i już jakoś tak lepiej na sercu. Atmosfera przednia, śmiechy, chichy, kanapki, jajecznice, wczorajsze spaghetti i wchodzi Brytney. Trochę zaspała, ale tylko trochę. Dojeżdża do pracy dalej ode mnie i Briana a wychodzi najpóźniej. Załamuje czasoprzestrzeń bo śniadanie samo się nie zje, zęby się same nie umyją. Odbiera w pośpiechu swoją garść dobrego humoru od Whitney i wio!

Take a smileTakie wisi u nas na przedpokoju

Początek początku

Dawno, dawno temu „ahoj przygodo” oznaczało wykonanie milowego kroku w jakiejś dziedzinie życia, niekiedy wywrócenie go do góry nogami; zrobienie czegoś, czego bardzo się chciało, lecz ze względu na konsekwencje i skutki porzucano wcześniejsze próby. Dopiero za namową osób trzecich, tudzież uczestnictwa tychże osób, podejmowano decyzje niekiedy niemiejące odwrotu. Pewne pojęcia życiowe, pomimo zrywania kolejnych kartek z kalendarza nadal zostają aktualne.

Read more Początek początku